Przeskocz nawigację

Cywilizacja!

Wreszcie!

Radio odbiera znane stacje a nie tylko Radio Maryja

Sąsiad śmieci wyrzuca do kubła a nie pali nimi w piecu

I obojętnie czy porównam stare mieszkanie w bloku czy budowany dom na działce pod lasem wieś to wieś i fajnie w weekend odpocząć wśród ciszy i szumu drzew. Ale gdy przychodzi dłużej obcować z mentalnością to przepraszam – ja wymiękam.

Mój charakter nie jest kompatybilny z mentalnością ludzi wiejskich.

I’m sorry wieś.

sąsiad wierci wiertarką udarową w ścianie

ściana graniczy z moim salonem

głośność dawno przekroczyła dopuszczalne decybele

jest tak głośno, że mówiąc do córki muszę krzyczeć we własnym mieszkaniu

nagle spada obraz ze ściany

o nie, DOŚĆ

idę do sąsiada

pyta mnie czy nie jestem wyrozumiała?

odpowiadam, że jestem i cierpliwie znoszę remont już kilka tygodni ale teraz sypie mi się ściana i spadł obraz, jak by spadł na dziecko?

i nagle dowiaduje się, że przecież to chyba nie jest moje mieszkanie i w ogóle to moje psy szczekają i JA NIE MAM NIC DO GADANIA

Dzwonię więc do spółdzielni. Po 5 rozmówcy ( jestem przełączana po różnych „departamentach”) Pani informuje mnie, że każdy może remontować mieszkanie jak mu się chce.

Pytam: jaka jest dozwolona liczba decybeli dopuszczona aby nie zakłócać?

Pani do mnie :de…co? ( Pani nie wie co to decybele? debilka, myślę, jak sąsiad)

Więc pytam Panią – tak by zrozumiała – proszę Panią, to ja sobie włączę muzykę, na tyle głośno by zakłócić tamtego Pana.

Pytam Panią, czy sąsiad ma pozwolenie na wykonywanie robót?

Pytam, czy sąsiad robiąc dziurę w ścianie ( na modną ostatnio na wsi, półkę) nie narusza konstrukcji budynku?

Pytam, czy dziura w ścianie nie spowoduje, że ściana się zawali?

Mówię, przecież Pani wie, że są przepisy, prawda proszę Pani?

 

Pytam siebie – jak młodzi ludzie mają chcieć zostać na wsi a nie uciekać do miasta skoro tutaj jest epoka Gierka nadal?

Tutaj: osoba odpowiedzialna za ich blok mieszkalny nie zna znaczenia słowa DECYBEL ani znajomości przepisów ( jedyny przepis jaki znają w spółdzielni to przepis ZNAJOMOŚĆ i WÓDKA)

W dużym mieście ( czytaj Warszawie) są Zarządcy Nieruchomościami. Wyspecjalizowani profesjonaliści. Dlatego lepiej się mieszka.

 

 

 

można nic nie robić

nic trudnego

ale czy życie może być nic nie robieniem?

nawet pijaczek przecież w życiu ma cel – wypić, upić się, wychlać wino marki wino.

Czy Tesco ma cel? Jasne! Cel nic nie robienia. Mój mąż uważa, że mamy wszystko. Nową lodówkę, pralkę, zmywarkę, dziecko i wynajmowane mieszkanie. Jakoś nam się żyje. Tak to już znamy – jakieś życie.

Pytam: może weźmiemy dziecko z domu dziecka na Święta?

może to a może tamto? gówno. wszystko jest stagnacją i nic nie robieniem.

na wszystko jest idiotyczna odpowiedź i idiotyczna rozmowa, która do niczego nie prowadzi.

takie życiowe nic nie robienie i jakoś tam się żyje.

czas leci. życie leci. jakoś.

aha

„fioletowy sklep” jest moj. był mój. ja go wymyśliłam, znalazłam dostawców, lokal, wynajęłam, kupiłam towar, zatrudniłam pracownika. meble i całe wyposażenie. reklama i tak dalej…i okazało się, że to nie moje. bo umowa najmu jest na firmę Tesco, przecież jest zarejestrowana na mojego męża…a jak chcę to mogę sobie sama zrobić.

aha. chciałam otworzyć drugi sklep. powiedziałam gdzie znalazłam lokal i Tesco go wynajął. i otwiera drugi sklep. a ja głupia dałam pieniądze na nowy towar. z alimentów na dziecko. Tesco powiedział, że poda mnie do sądu, że za alimenty kupuje towar do sklepu, że tak nie mogę.

tak oto miłość przeobraża się z strach i nienawiść.

poszłam do fryzjera

mam nową fryzurę

poszłam na solarium – kij wie po co?

poszłam na zakupy, kupić sobie buty.  na siłownię.

popsuł mi się samochód. zostawiłam na światłach. padł akumulator.

kiedyś bym pomyślała…zakochałam się ;-) teraz pomyślałam: starość nie radość.

ale może tak miało być?

idę więc na piechotę do domu. z zakupami bo przecież w ramach rewitalizacji życia kupiłam torbę kosmetyków.

po drodze postanawiam: może dieta mi pomoże?

wstępuję do osiedlowego warzywniaka, którego znam tylko zza szyby swojego auta. kupuję torbę warzyw. dostaję różę.

od właściciela warzywniaka. dostaję kwiatka. jak prawdziwa kobieta. może jeszcze we mnie jest?

podążam smutnymi płytkami chodnika w stronę domu, uśmiechając się sama do siebie.

po drodze podjeżdża TESCO. bierze kluczyki – pręży klatę, przecież jest męski, będzie pomagał kobiecie naprawić auto!

róża w ręce swojej żony jakoś nie robi na nim wrażenia.

potem w domu stwierdza, że przecież jak będę chciała to mu sama powiem… nie, nie chcę. bawię się swoim kwiatem i chwilowym szczęściem jakie mi dał.

nie tak wyobrażałam sobie małżeństwo.

ludzie żyjący bez seksu są biedni

pozbawieni wyższej egzystencji

lewitują gdzieś pomiędzy pseudo szczęściem a pseudo życiem

szkoda, że żyjemy w tak obłudnym społeczeństwie

i tylko nieliczni, wtajemniczeni, odważni potrafią wykorzystać co dała matka natura. a może dał BÓG?

ha ha ha. ciekawe jaki byłby SEKS Z BOGIEM?

bóg jest doskonały więc i seks powinien być doskonały

jeśli bóg jest mężczyzną to w jaki sposób uprawia seks z mężczyznami?

nie uprawia. przecież po to stworzył kobietę. by zadowolić siebie – i stworzonych mężczyzn na swoje podobieństwo. męska solidarność.

kobiety jednak wymknęły się spod tej ideologicznej farsy. i BOGIEM STAJE SIĘ KOBIETA, KTÓRA WYKORZYSTUJE MĘŻCZYZNĘ DO CZERPANIA SWOICH PRZYJEMNOŚCI.

panie borze wybacz, że uciekłam od twoich twórczych zamiarów i nie poddaję się biernie twoim wymysłom.

panie boże czemusz to chciałeś bym była posłusznym narzędziem czerpania przyjemności przez mężczyzn i nie dałeś mi nic w zamian?

panie boże nie istniejesz dla mnie.

orgazm jest zbyt piękny by się go wyprzeć dla ciebie.

Dokładasz kamyczki do mojego ogródka.Ja je usuwam i wywożę daleko tak by nie mogły znowu sprawić, że któreś z nas się potknie. Ale ty wciąż przywozisz nowe kamyki. Układasz je na swoim ogródku i na moim.

Jakiś czas temu przestałam wywozić kamyczki. Nie długo zasypiesz swój i mój ogródek nimi tak, że nie będę mogła wejść.

Teraz znikam.
Wrócę, nie zapukam, nie zdołam się przebić przez Ciebie.
Musisz wiedzieć czy chcesz posprzątać kamyczki. Dla mnie.

Czas był naszym sprzymierzeńcem.

Był dla nas. Teraz jest przeciw.

Każdy człowiek już kiedyś żył.  Powracamy na ziemie by naprawić coś co w poprzednim życiu nam się nie udało.

Każde życie ma jakiś cel.  Całe życie szukamy tego celu.  Błądzimy, szukamy.

Musimy żyć zgodnie z pragnieniami i postępować zgodnie z nimi.  Wtedy tylko jesteśmy w stanie odnaleźć siebie i drogę do swojego życia.

słodkich snów .. i tęczy tam gdzie nikt nie ma wstępu tam gdzie wszyscy musza milczeć by słowo nabrało.. sensu

tak chciałabym zostać, tak chciałabym tam być gdzie nie mogę,  ale lepiej pójść bo rozmarzyć się nie mogę…  ale dziękuje ci,  ze teraz byłeś taki …  czuły …  choć znasz mnie tyle co nic ..

jestem jak Róża… jeden dzień zapomnienia pielęgnacji i konsekwencja odnowienia jest trudna…

jesteś jak Rose… jeden dzień zapomnienia pielęgnacji jest nie do przyjęcia…

na co dzień zakładam maskę

ta maskę zdejmuje mi namiętność

każdego dnia wkraczam na nowy zakręt życia.

każdego dnia uświadamiam sobie sens i cel postępowania, działania i wydarzeń jakie dookoła toczą się już bez mojego udziału. nie mam na nic wpływu.

rozsądek a wolność?

każdego dnia spotykam ludzi na swojej drodze. jedni pozostają dłużej inni krócej.

jedni zostają gdzieś tam w swoim świecie inni idą ze mną przez życie.

toczy się to wszystko jak błędne koło.

czasami trafiam na swoje sacrum… uciekam do niego…dobijam do tej ostatniej przystani i wysiadam… po chwili przypływa inna otchłań, do któej wsiadam na nowo…i płynę…do następnej przystani…sacrum…i tak w kółko…

jedno jedyne sacrum pozostaje niezmienne. z 10 lat zrobiło się 17… zamieszkamy w hiszpani, nad brzegiem oceanu, siedząc na tarasie będziemy patrzeć w fale oceanu i wspominać życie…potem pojedziemy dalej…do następnej przystani życia…

ból przyjaźni jest gorszy niż ból miłości.

miłość jest i mija jeśli jest zło. a jeśli jest zło łatwiej zapomnieć i przeminąć.

po przyjaźni pojawia się rozczarowanie, gorycz i żal większy niż po miłości. po miłości jest złośc, wkurwienie i irytacja.

Czasami nie warto nic zmieniać w sobie. Dążymy do jakiś wyimaginowanych ideałów gdy tak naprawdę zatracamy siebie.

Znalazłam się na zakręcie…

Zatraciłam siebie. Wpadając w wir odskoczni i zapomnienia życia zgubiłam własne Ja i swoją osobowść.

Zatraciłam swoje wartości. Utopiłam przeszłość w przyszłości.

Tyle odkryłam nowego. Tyle poznałam. Ale czy było warto?

Zgubiłam się.

Stanełam u bram piekła. Swojego piekła. Odwróciłam się, nie otworzyłam drzwi. Zawróciłam.


Teraz stoję u bram raju. Otworzyć drzwi? Zachłysnąć się rajem? NIE.

Potem już wszystko będzie szare i nijakie. Nic już nie będzie takie samo.

Stojąc u bram raju…

Sacrum to takie moje miejsce…

Doszłam do swojej bramy piekła…

Zawracam. Zawracam na swoją drogę życia. Do swojego sacrum. Muszę poszukać na nowo.

Wszystko się tak szybko zmienia. Nie nadążam za tym wszystkim.

Rozpiera mnie energia a jednocześnie coś tłumi od środka.

Dziwne jest takie uczucie, kiedy zaczynasz czuć, że tracisz kontrolę nad własnym życiem. Kiedy inni, kiedy świat zaczyna Tobą tserować i dyktować warunki egzystencji.

Dziwne jest takie uczucie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że Twój świat składa się z zupełnie obcych ludzi i bliskich przedmiotów.

Czas upływa. Ludzie się miajają, przedmioty niszczeją. Ja zostaję wciąż i gdzieś wiruję między tym wszystkim.

Taka marna istota a tak zmieniła światopogląd. Dorastam. Widzę to coraz bardziej i zaczyna mnie to bawić. To dobrze.
Bawię się swoim życiem.
Bawię się dniem codziennym.
Bawię i śmieje.
Nigdy chyba nie byłam tak szczęśliwa jak teraz i tak wolna od niewoli uczuć.

Kocham.  Po Prostu. I już.

Czy jest na tym świecie, popapranym świecie jakiś jeden mężczynza, który nie kłamie???

Nidy nie udowadniaj facetowi jego kłamstwa gdy złapiesz do na gorącym uczynku. On i tak powie, że to nie prawda. Lepiej w duchu się śmiej i myśl: jakiś ty głupiutki i żałosny marna męska istoto….

Podobno jestem 100% kobietą.
Podobno jestem kobieca.
Podobno jestem seksowna.
Podobno jestem niezła sucz.
Podobno jestem też „niestandardową singielką” – obojętnie co to znaczy, może ktoś wie???
Podobno – bo to słyszę od facetów, mężczyzn, pseudofacetów, troków od kaleson i wszystkiego co urodziło się płcią przeciwną do mojej.

Ale…

Czy kobieta potrafiła by czcić motocykl? Oszalałam na pukncie swojej niuni-CeBRuni.
Jest idealna, perfekcyjna, doskonała.
No dobra, ma wady. Sprzęgło doprowadza mnie do szaleństwa. Ale zamówiłam jej nowe manetki Larsona. Więc się nie liczy.

Jeszcze teraz czuję dotyk dłoni na moich stopach…Taki zmysłowy, delikatny, czuły a zarazem pewny…
Jeszcze czuję dotyk jego dłoni na sobie…Zmysłowy, delikatny, czuły i pewny…
Jeszcze czuję jego zapach, słodki, unoszący się delikatną otoczką wokół karku…
Jeszcze czuję to wszystko…w sobie…
Złapał mnie za włosy i pociągnął głowę do tyłu…milcz…oparł o ścianę i zaczął dotykać i pieścić moje najbardziej wrażliwe miejsca…po chwili już odpłynełam…
Wszystko robi w tak subtelny, delikatny i jednocześnia stanowczy sposób…Nie potrzeba myśli, nie potrzeba słów, pytań, domysłów… ruch dłoni, ust…robi wszystko…wędrując po ciele…
E. jest jak taka letnia burza, która przychodzi niespodziewanie, nieproszona i dla jednych jest ukojeniem a dla innych przekleństwem. Dla mnie jest jednym i drugim.
Działa na mnie kojąco, uspokajająco, działa na moje zmysły, pobudza mnie do działania i daje chęć i radość życia drobnych chwil… A jednocześnie zabija. Zabija moją czujność emocji…
Niczym piorunem strzelił w emocje, burząc cały światopogląd uczuć poukładany mozolnie po Vicky.
Z drugiej strony utwierdza mnie w przekonaniu, że warto dążyć do tego co się chce, nie warto się naginać dla kogoś i pod kogoś…Nie ma kompromisów…
R. brakowało stabilizacji i adoracji ale dawał mi niesamowitą czułość, wrażliwość i bliskość.
Vicky musiał czuć się dowartościowany, wszystko musiało skupiać się wokół niego…
a E.? Co tym razem? Subtelnie działa na wszystkie moje zmysły, również te „kobiece historie”, które mi doskwierają.
Złapał mnie za biodra…przysunął do siebie…przeczesał dłonią włosy, zatrzymał ją na karku, na szyi…poczułam jego zmysłowe usta na sobie…tylko już nie wiem gdzie..odpłynełam…
To jest tak, że NIEWIELE POTRZEBA BY ZROBIĆ TAK WIELE….
E. niewiele potrzebuje bym odpłyneła…
TO JEST SZTUKA ODZIAŁYWANIA POPRZEZ DOPASOWANIE…
Dlatego nie warto łudzić się w życiu nadzieją na zmiany, kompromisy, czekać aż czas zmieni..
To jest ta chwila, kiedy przychodzi a potem odchodzi…E. już odszedł. Pozostał w głowie.
Troki od kaleson to przysłowiowy facet bez jaj.
W praktyce objawia się to posiadaniem cech w większości nie pożądanych u mężczyzn. Analogicznie – prawdziwy mężczyzna nie jest trokami od kaleson…
Troki od kaleson mają problem z męskością. Mają problem z podjęciem decyzji. Mają problem z męskim sposobem funckcjonowania.
Troki od kaleson to flegmatyczny gość bez wyrazu, bez emocji, polsatowski przeciętniak.
Życie z trokami od kaleson to nuda i stagnacja, też emocjonalana.
Większość kobiet troki od kaleson uwielbia i nazywa ich mianem spokojnych poukładanych mężczyzn.

 

Mój JJ wydawał mi się męski.
Potem poznałam Vicky. Oj, to był dopiero pseudo mężczyzna….
Potem poznałam Endee i cała reszta stała się trokami od kaleson w pełnym rozmiarze.
Są jeszcze same szelki ale o tym może innym razem…
Twoje serce jest tam, gdzie Twój skarb…Musisz odnaleźć  ten skarb i mieć go.
Aby mogło nabrać prawdziwego sensu wszystko co robisz…co osiągasz w życiu…
Nigdy nie możesz się poddać…
Musisz dążyć do celu i wierzyć…

Nawet jeśli wystawiam na próbę każdy Twój krok i zabijam gdy pozwolisz sobie na moment nieuwagi…

 

 
Miłość była niesamowita, spełniona…
Tak o to pisaliśmy do siebie:
 
Nim noc nastała
przez gorycz dnia
podążaliśmy sami.

 Ta noc, noc bez Ciebie jest groyczą okrutną.
Sama z gwiazdami…gdy jedna z nich spadnie wypowiem życzenie…

Niunia…liczę gwiazdy na niebie
one niczym nie skrępowane
mówią nam, że warto żyć i kochać…
Świecą tylko dla Ciebie i dla mnie.
Świecą tylko dla nas.
Nigdy nie zgasną.
Nigdy nie przeminą…jak my….

 

Co dzień, co wieczór
gdy ta jedna jedyna gwiazda gwiazd
rozbłyska swoją magiczną mocą
zsyła nam do naszych serc…magiczną moc…

magiczną moc miłości…

Wrócę teraz do najpiększniejszych chwil w moim życiu, czasu zakochania, szczęścia, radości i czasu pełnym perspektyw i wiary…tak to wówczas opisywałam:

Szalenie, dziko, namiętnie, obłędnie, trochę po wariacku, głęboko, otwarcie, oczy, uśmiech, usta, bestialski i rozbrajający, jak bomba, która zaraz wybuchnie, wybuchnie w chwili samego spojrzenia i dotknięcia…
Rozbraja okrutnie…

 Odfruwam. Wznosze się. Do góry miłości.
Przybywamy…daleko…daleko…

Błogi stan….dzika prędkość…
Reszty już nie ma…odpłynełam. Odpłynełam do Twojej miłości…W Twoje ramiona…

Pochłonięci w naszej otchłani, niczym widok nieba gdy na nim brak księżyca. Nic wtedy nie świeci. Nic nie widać. Tak my – nic nie widzący – tylko siebie.
Otchłań głębi niczym ogień. Jego gorąc i żar palącego się polana w naszym kominku.

Namiętność…namiętność odchłani…kończę bo odpływamy w nią….

Ps. Gdy świat się skończy pozostaniemy my. I nasze szczęście.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.