Jeszcze teraz czuję dotyk dłoni na moich stopach…Taki zmysłowy, delikatny, czuły a zarazem pewny…
Jeszcze czuję dotyk jego dłoni na sobie…Zmysłowy, delikatny, czuły i pewny…
Jeszcze czuję jego zapach, słodki, unoszący się delikatną otoczką wokół karku…
Jeszcze czuję to wszystko…w sobie…
Złapał mnie za włosy i pociągnął głowę do tyłu…milcz…oparł o ścianę i zaczął dotykać i pieścić moje najbardziej wrażliwe miejsca…po chwili już odpłynełam…
Wszystko robi w tak subtelny, delikatny i jednocześnia stanowczy sposób…Nie potrzeba myśli, nie potrzeba słów, pytań, domysłów… ruch dłoni, ust…robi wszystko…wędrując po ciele…
E. jest jak taka letnia burza, która przychodzi niespodziewanie, nieproszona i dla jednych jest ukojeniem a dla innych przekleństwem. Dla mnie jest jednym i drugim.
Działa na mnie kojąco, uspokajająco, działa na moje zmysły, pobudza mnie do działania i daje chęć i radość życia drobnych chwil… A jednocześnie zabija. Zabija moją czujność emocji…
Niczym piorunem strzelił w emocje, burząc cały światopogląd uczuć poukładany mozolnie po Vicky.
Z drugiej strony utwierdza mnie w przekonaniu, że warto dążyć do tego co się chce, nie warto się naginać dla kogoś i pod kogoś…Nie ma kompromisów…
R. brakowało stabilizacji i adoracji ale dawał mi niesamowitą czułość, wrażliwość i bliskość.
Vicky musiał czuć się dowartościowany, wszystko musiało skupiać się wokół niego…
a E.? Co tym razem? Subtelnie działa na wszystkie moje zmysły, również te “kobiece historie”, które mi doskwierają.
Złapał mnie za biodra…przysunął do siebie…przeczesał dłonią włosy, zatrzymał ją na karku, na szyi…poczułam jego zmysłowe usta na sobie…tylko już nie wiem gdzie..odpłynełam…
To jest tak, że NIEWIELE POTRZEBA BY ZROBIĆ TAK WIELE….
E. niewiele potrzebuje bym odpłyneła…
TO JEST SZTUKA ODZIAŁYWANIA POPRZEZ DOPASOWANIE…
Dlatego nie warto łudzić się w życiu nadzieją na zmiany, kompromisy, czekać aż czas zmieni..
To jest ta chwila, kiedy przychodzi a potem odchodzi…E. już odszedł. Pozostał w głowie.