Przeskocz nawigację

Archiwa miesięczne: Listopad 2010

sąsiad wierci wiertarką udarową w ścianie

ściana graniczy z moim salonem

głośność dawno przekroczyła dopuszczalne decybele

jest tak głośno, że mówiąc do córki muszę krzyczeć we własnym mieszkaniu

nagle spada obraz ze ściany

o nie, DOŚĆ

idę do sąsiada

pyta mnie czy nie jestem wyrozumiała?

odpowiadam, że jestem i cierpliwie znoszę remont już kilka tygodni ale teraz sypie mi się ściana i spadł obraz, jak by spadł na dziecko?

i nagle dowiaduje się, że przecież to chyba nie jest moje mieszkanie i w ogóle to moje psy szczekają i JA NIE MAM NIC DO GADANIA

Dzwonię więc do spółdzielni. Po 5 rozmówcy ( jestem przełączana po różnych “departamentach”) Pani informuje mnie, że każdy może remontować mieszkanie jak mu się chce.

Pytam: jaka jest dozwolona liczba decybeli dopuszczona aby nie zakłócać?

Pani do mnie :de…co? ( Pani nie wie co to decybele? debilka, myślę, jak sąsiad)

Więc pytam Panią – tak by zrozumiała – proszę Panią, to ja sobie włączę muzykę, na tyle głośno by zakłócić tamtego Pana.

Pytam Panią, czy sąsiad ma pozwolenie na wykonywanie robót?

Pytam, czy sąsiad robiąc dziurę w ścianie ( na modną ostatnio na wsi, półkę) nie narusza konstrukcji budynku?

Pytam, czy dziura w ścianie nie spowoduje, że ściana się zawali?

Mówię, przecież Pani wie, że są przepisy, prawda proszę Pani?

 

Pytam siebie – jak młodzi ludzie mają chcieć zostać na wsi a nie uciekać do miasta skoro tutaj jest epoka Gierka nadal?

Tutaj: osoba odpowiedzialna za ich blok mieszkalny nie zna znaczenia słowa DECYBEL ani znajomości przepisów ( jedyny przepis jaki znają w spółdzielni to przepis ZNAJOMOŚĆ i WÓDKA)

W dużym mieście ( czytaj Warszawie) są Zarządcy Nieruchomościami. Wyspecjalizowani profesjonaliści. Dlatego lepiej się mieszka.

 

 

 

można nic nie robić

nic trudnego

ale czy życie może być nic nie robieniem?

nawet pijaczek przecież w życiu ma cel – wypić, upić się, wychlać wino marki wino.

Czy Tesco ma cel? Jasne! Cel nic nie robienia. Mój mąż uważa, że mamy wszystko. Nową lodówkę, pralkę, zmywarkę, dziecko i wynajmowane mieszkanie. Jakoś nam się żyje. Tak to już znamy – jakieś życie.

Pytam: może weźmiemy dziecko z domu dziecka na Święta?

może to a może tamto? gówno. wszystko jest stagnacją i nic nie robieniem.

na wszystko jest idiotyczna odpowiedź i idiotyczna rozmowa, która do niczego nie prowadzi.

takie życiowe nic nie robienie i jakoś tam się żyje.

czas leci. życie leci. jakoś.

aha

“fioletowy sklep” jest moj. był mój. ja go wymyśliłam, znalazłam dostawców, lokal, wynajęłam, kupiłam towar, zatrudniłam pracownika. meble i całe wyposażenie. reklama i tak dalej…i okazało się, że to nie moje. bo umowa najmu jest na firmę Tesco, przecież jest zarejestrowana na mojego męża…a jak chcę to mogę sobie sama zrobić.

aha. chciałam otworzyć drugi sklep. powiedziałam gdzie znalazłam lokal i Tesco go wynajął. i otwiera drugi sklep. a ja głupia dałam pieniądze na nowy towar. z alimentów na dziecko. Tesco powiedział, że poda mnie do sądu, że za alimenty kupuje towar do sklepu, że tak nie mogę.

tak oto miłość przeobraża się z strach i nienawiść.

poszłam do fryzjera

mam nową fryzurę

poszłam na solarium – kij wie po co?

poszłam na zakupy, kupić sobie buty.  na siłownię.

popsuł mi się samochód. zostawiłam na światłach. padł akumulator.

kiedyś bym pomyślała…zakochałam się ;-) teraz pomyślałam: starość nie radość.

ale może tak miało być?

idę więc na piechotę do domu. z zakupami bo przecież w ramach rewitalizacji życia kupiłam torbę kosmetyków.

po drodze postanawiam: może dieta mi pomoże?

wstępuję do osiedlowego warzywniaka, którego znam tylko zza szyby swojego auta. kupuję torbę warzyw. dostaję różę.

od właściciela warzywniaka. dostaję kwiatka. jak prawdziwa kobieta. może jeszcze we mnie jest?

podążam smutnymi płytkami chodnika w stronę domu, uśmiechając się sama do siebie.

po drodze podjeżdża TESCO. bierze kluczyki – pręży klatę, przecież jest męski, będzie pomagał kobiecie naprawić auto!

róża w ręce swojej żony jakoś nie robi na nim wrażenia.

potem w domu stwierdza, że przecież jak będę chciała to mu sama powiem… nie, nie chcę. bawię się swoim kwiatem i chwilowym szczęściem jakie mi dał.

nie tak wyobrażałam sobie małżeństwo.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.