sąsiad wierci wiertarką udarową w ścianie
ściana graniczy z moim salonem
głośność dawno przekroczyła dopuszczalne decybele
jest tak głośno, że mówiąc do córki muszę krzyczeć we własnym mieszkaniu
nagle spada obraz ze ściany
o nie, DOŚĆ
idę do sąsiada
pyta mnie czy nie jestem wyrozumiała?
odpowiadam, że jestem i cierpliwie znoszę remont już kilka tygodni ale teraz sypie mi się ściana i spadł obraz, jak by spadł na dziecko?
i nagle dowiaduje się, że przecież to chyba nie jest moje mieszkanie i w ogóle to moje psy szczekają i JA NIE MAM NIC DO GADANIA
Dzwonię więc do spółdzielni. Po 5 rozmówcy ( jestem przełączana po różnych “departamentach”) Pani informuje mnie, że każdy może remontować mieszkanie jak mu się chce.
Pytam: jaka jest dozwolona liczba decybeli dopuszczona aby nie zakłócać?
Pani do mnie :de…co? ( Pani nie wie co to decybele? debilka, myślę, jak sąsiad)
Więc pytam Panią – tak by zrozumiała – proszę Panią, to ja sobie włączę muzykę, na tyle głośno by zakłócić tamtego Pana.
Pytam Panią, czy sąsiad ma pozwolenie na wykonywanie robót?
Pytam, czy sąsiad robiąc dziurę w ścianie ( na modną ostatnio na wsi, półkę) nie narusza konstrukcji budynku?
Pytam, czy dziura w ścianie nie spowoduje, że ściana się zawali?
Mówię, przecież Pani wie, że są przepisy, prawda proszę Pani?
Pytam siebie – jak młodzi ludzie mają chcieć zostać na wsi a nie uciekać do miasta skoro tutaj jest epoka Gierka nadal?
Tutaj: osoba odpowiedzialna za ich blok mieszkalny nie zna znaczenia słowa DECYBEL ani znajomości przepisów ( jedyny przepis jaki znają w spółdzielni to przepis ZNAJOMOŚĆ i WÓDKA)
W dużym mieście ( czytaj Warszawie) są Zarządcy Nieruchomościami. Wyspecjalizowani profesjonaliści. Dlatego lepiej się mieszka.